Spór o Bór, czyli nosił bóbr razy kilka ponieśli i wilka z runicznym mieczem

Spór o Bór to polska wersja gry Schotten Totten, która pojawiła się u nas dzięki wydawnictwu Muduko.
Jest to dwuosobowa karcianka autorstwa Reinera Knizii. Pierwotnie została wydana dawno, bo w 1999 roku.

Po co więc pchać takiego starocia na polski rynek, który niejedną już grę widział? (w tym i samo Schotten Totten, bo 8 lat temu wydało go Cube Factory of Ideas)
Odpowiedź w skrócie – bo warto! A szczególnie w taki sposób, jak to zrobiło Muduko.

Rozwijając powyższe, Spór o Bór to – jak zwykle w przypadku gier Reinera Knizii (szczególnie tych kilkudziesięciu uznanych, niekoniecznie tych kilkuset marketowych robionych z taśmy na zamówienie kogokolwiek kto się zgłosi z pieniędzmi) – proste zasady, nieskomplikowane akcje do wykonania, a jednocześnie dużo możliwości i głębia rozgrywki.

Jest to pudełko Sporu o Bór z żubrem

Opisywanie zasad to zawsze najnudniejsza część każdej recenzji.

Na szczęście reguły Schotten Totten da się streścić w kilku punktach:

  • gra się wspólną talią 54 kart o wartościach 1-9 w 6 kolorach
  • żeby wygrać, należy przejąć 5 dowolnych kafli polan albo 3 sąsiadujące ze sobą spośród 9 kafli występujących w grze
  • gracz w swojej turze dokłada jedną kartę (spośród 6 na ręce) po swojej stronie kafla polany, pod warunkiem, że nie ma tam już 3 jego kart lub kafel nie został przejęty; następnie dobiera kartę
  • żeby przejąć kafel należy po swojej stronie zebrać wyższy pseudopokerowy układ 3 kart, lub wykazać na podstawie jawnych informacji, że przeciwnik nie jest w stanie ułożyć wyższego układu

A co się dzieje gdy już mamy w ręku karty?

Zaczyna się prosto, niemal nudnawo. Mam 2-3 siódemki na ręku? No to zagram jedną z nich i zobaczymy co się wydarzy. Oho, mój przeciwnik odpowiedział ósemką na tym samym kaflu. Czyli moje 3 siódemki mogą tutaj nie wystarczyć, bo 3 ósemki je przebiją. W takim razie dla zyskania czasu zagram niezobowiązującą piątkę przy którymś z bardziej oddalonych kafli. Dobieram kartę. Fioletowa óśemka – w takim samym kolorze jak moja poprzednio zagrana siódemka. Mam więc tam szansę nawet na pokera, choć lepiej tego jeszcze przeciwnikowi nie ujawniać. Co więcej, moja ósemka na ręku oznacza, że ma on mniejsze szanse zebrania trzech do swojego układu. Szybko więc otwierają się różne możliwości. Snujemy swoje plany, ale i musimy reagować na poczynania przeciwnika.

szersze ujęcie na grę w trakcie partii

Gram tak jakiś czas, przejmuję niektóre kafle, inne przejmuje przeciwnik, aż tu nagle okazuje się, że moje opcje coraz bardziej się zawężają.
Zostało 5 nieprzejętych polan, tylko przy jednej nie mam kart po swojej stronie. Pozostałe 3 to moje niedokończone, ale potencjalnie bardzo solidne układy, a ostatnia zawiera moje 3 piątki i czeka aż przeciwnik dorzuci ostatnią szóstkę. I co teraz, gdy na ręku gruz? Albo zepsuję sobie jeden z już zaczętych układów, albo zacznę nowy, choć z moimi kartami będzie to co najwyżej coś średniego. A kartę zagrać trzeba. Ale chwila moment, przecież mam na ręku zieloną szóstkę. Na przeciwko moich 3 piątek jest żółta i czerwona. Jednocześnie zauważam, że pomarańczowa i fioletowa jest zagrana przy innych polanach. Wrzucam więc moją szóstkę na pustą dotąd polanę i jednocześnie informuję przeciwnika, że wszystkie 6 szóstek jest na stole i cokolwiek by nie dołożył do swoich dwóch, moich 3 piątek nie przebije. W ten sposób przejmuję kolejny kafelek.

Czy to już wszystko? (skoro pytam, to pewnie nie)

Spór o Bór to gra oferująca naprawdę dużą zmienność poszczególnych rozgrywek, która zależy nie tylko od dobranych kart, ale i stylu gry przeciwnika, czy też naszych własnych planów na grę. Podstawowa wersja jest pełnoprawnym tytułem, który wystarcza na mnóstwo rozgrywek i niczego więcej mu nie potrzeba.
Mimo to, jest dostępne coś więcej.

Czas na wtręt historyczny.

Rok po wydaniu Schotten Totten ukazała się jej kontynuacja, czy też reimplementacja – Battle Line.
Różnice były trzy.

  • Kosmetyczna – zamiast przepychających się Szkotów (bo to jest oryginalny „temat” Schotten Totten, który Muduko zmieniło w pomysłowy sposób), ścierały się ze sobą antyczne wojska.
  • Mało znacząca – karty mają wartości 1-10, zamiast 1-9.
  • Największa – do gry wchodzi dodatkowa talia kart taktyk, z której można dociągać do pełnej ręki zamiast z głównej.

O kartach taktyk, czyli jednostkach specjalnych

wszystkie jednostki specjalne i polany

Karty taktyk są też dodane do Sporu o Bór (tutaj występują jako jednostki specjalne). Wśród nich znajdziemy jokery, kartę przenosząca jednostkę przeciwnika na naszą stronę polany, czy taką, która unieważnia wszelkie układy kart, a o zwycięstwie decyduje jedynie suma ich wartości.
Są jednak dwa ograniczenia. Po pierwsze, można zagrać tylko o jedną jednostkę specjalną więcej niż do tej pory zagrał przeciwnik. Po drugie, karty te działają jedynie na nierozstrzygnięte polany. A więc wciąż można w ten sam co wcześniej sposób wykazać, że przeciwnik nie przebije mojego wspomnianego wcześniej układu trzech siódemek, bo przy tym dowodzie jednostek specjalnych nie bierze się pod uwagę. Ale jeśli wcześniej przeciwnik dołożyłby jokera jako „siódmą” siódemkę na stole, przejąłby polanę.

Jednostki specjalne łamią czystą matematyczność gry i dodają sporo nieprzewidywalności, a także możliwości wyjścia z, wydawałoby się, przegranych sytuacji. Sprawiają też, że gra zyskuje dodatkowy wymiar, choć trochę traci na tym elegancja zasad. W przypadku Sporu o Bór mam jednak z jednostkami specjalnymi pewien problem, o czym za chwilę.

Przejdźmy do poziomu wydawniczego Sporu o Bór, bo jest tu o czym pisać.

Przede wszystkim znakomitym pomysłem okazało się zatrudnienie Piotra Sokołowskiego do stworzenia oprawy graficznej. Po Dwergarze to jego drugi planszówkowy projekt. I mam wielką nadzieję, że nie ostatni!

Czy to aby nie systematyczny bóbr z Doliny Kupców?

Spór o Bór jest zilustrowany fantastycznie i to w dwóch znaczeniach tego słowa. Antropomorfizowane zwierzęta z polskiej puszczy są rozmaicie uzbrojone i gotowe do starcia. Borsuk ma sztylety i chowa głowę w czarnym kapturze. Wilk posługuje się dwuręcznym mieczem zdobionym runami. Ryś ma pazury niczym Wolverine, a odziany w kirys orzeł trzyma w pazurach wyraźnie wybuchową fiolkę. Nawet najsłabsza ze wszystkich wiewiórka nie daje sobie w kaszę dmuchać, wymachując niedużym rapierem. Ale nad nimi wszystkimi góruje żubr – bez broni, jedynie w kolczudze, samym swoim majestatem pokazuje kto tu naprawdę jest szefem.

Sześć kolorów chorągwi na kartach ma dyskretne, ale wyraźne oznaczenia dla nierozróżniających barw – świetnie, że wydawca o tym nie zapomniał.

Porównanie wersji Muduko i Iello

Karty są porządnej jakości, a instrukcja jest wydrukowana na bardzo przyjemnym papierze.
Ale żeby nie było tak wesoło – kafle pomocy są po prostu słabo czytelne. Mają drobny druk na niejednolitym tle i zmniejszone grafiki kart, które trudno rozróżnić.

Mam też zarzut do pudełka – jest za duże jak na to co jest w środku i jak na stosunkowo „podróżny” charakter gry. Spójrzcie na zdjęcie porównujące wydanie Muduko i Iello. Spór o Bór jest dwa razy większy, a karty w środku są w tym samym rozmiarze. Chętnie bym widział go w bardziej kompaktowym wydaniu. Ewentualnie można by się pokusić o karty w rozmiarze tarota. Takie też zmieściłyby się do obecnego pudełka, a ilustracje na to zdecydowanie zasługują.

No i o co mu chodziło z tym problemem?

Pewnie tak siedzicie i myślicie sobie – jeny, kiedy będzie o tych jednostkach specjalnych, przecież obiecywał, a ględzi i ględzi. No to już jest. Karty taktyk w Battle Line mają tekst. Jest to jedno-dwa zdania. Natomiast Spór o Bór (podobnie jak bardzo ładne wydanie Iello) jest „niezależne językowo” i posługuje się ikonami w rogach kart.

jednostka specjalna – baran przenoszący karty na inne polany

Część z nich łatwo zrozumieć – gwiazdka to joker, czarna siódemka może mieć dowolny kolor, jasna sprawa. Ale co to jest np. skreślone oko? (dodawanie wartości kart, zamiast standardowego porównywania układów). A karta z plusem? (nie chodzi o dobranie dodatkowej karty, tylko rozstrzyganie danej polany układami składającymi się z 4 kart). Niezbyt zrozumiałe symbole, brak ich wyjaśnienia na (kiepskich) kaflach pomocy, oraz fakt, że jednostki specjalne są (poza jokerem) unikatowe i zagrywa się je raz na grę (a i zazwyczaj nie wszystkie) sprawia, że korzystanie z nich jest problematyczne.

Gamerom nie powinno to sprawić większego problemu, ale każualom, czy mniej ogranym członkom rodziny już może – a to jednak jest dwudziestominutowa gra na rodzinnym poziomie zaawansowania.

Nie mam też tutaj propozycji rozwiązania tej kwestii. Napisy na tych wspaniałych ilustracjach wyglądałyby źle. Gdyby wygospodarować jakąś ramkę, ucierpiałyby grafiki, a karty byłyby niespójne z talią podstawową. No grafikiem nie jestem (choć oczywiście chętnie bym zilustrował jakąś grę moimi znakomitymi rysunkami znanymi m.in. z Losów Euro Grzegorza).

Podsumowanie, czyli – zeskrolowałem, to dawaj ocenę liczbową

tak sobie ładnie ułożyłem karty i może trochę nawet szkoda, że pudełko leży nieco krzywo

Schotten Totten jest bardzo dobrą grą i to wiadomo już od ponad 20 lat. Spór o Bór jest najlepszą na świecie edycją tej gry, przebijającą nawet wersję Iello, która jest na naprawdę wysokim poziomie.

Muduko, z którym dopiero zapoznajemy się na planszówkowym rynku (ale nie są to żadne świeżaki, pod tą marką kryje się Trefl), włożyło mnóstwo serca w ten tytuł i to widać. Chcieli wydać grę na topowym poziomie (w dodatku samą w sobie bardzo dobrą) i, mimo moich kilku zastrzeżeń, świetnie się to udało. W dodatku gra ma SCD na poziomie 55 złotych, a w sklepach jest do dostania za nieco ponad 40.

Nie gadać, tylko brać!
Aha, bardzo mocne 8/10.

mocne starcie

kolor bije sekwens

jedna z jednostek specjalnych

bóbr z borsukiem i rysiem złożyli „pokera” i przejęli kafel polany